Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Dlaczego hasło "jesteś zwycięzcą" nie działa, a cały rynek motywacji to ch...

70 749  
183   82  
Podejdziemy do tego w ujęciu jak najbardziej naukowym i okaże się, że lepiej być życiowym pesymistą.



"Kto Ci ku**a ukradł marzenia do chu...?" - krzyczał jeden z coachów motywacyjnych. W tej chwili odpowiadam na pytanie: ja, ten artykuł i cały świat nauki.

Gów... nieprawda numer 1: "Wystarczy uwierzyć w siebie!"

"Uda Ci się", "jesteś zwycięzcą", "wystarczy mocno wierzyć", "wizualizuj sobie sukces". Mowy motywacyjne mają za zadanie wytworzyć w nas poczucie tego, że na pewno nam się uda, że jesteśmy stworzeni do bycia machinami sukcesów. Nie da się ukryć, że po wysłuchaniu bardzo długiej mowy motywacyjnej mamy odczucie tego, że przecież cały świat jest dla nas, a my sami jesteśmy kowalami... i tak dalej. W skrócie: że wszystko jest możliwe i że mamy tę moc. Nastawiamy się bardzo pozytywnie i nosimy w sobie same pozytywne, optymistyczne emocje.

Co się wtedy dzieje w naszym organizmie

Pozytywne nastawienie wprowadza nas w pewnego rodzaju błogostan, poczucie bezpieczeństwa. Dzieje się tak, ponieważ w momencie, w którym jesteśmy w optymistycznym nastroju, nasz organizm zwiększa wydzielanie endorfin, a także oksytocyny - czyli tzw "hormonów szczęścia".

Świetnym przykładem działania tego hormonu są kobiecie piersi, a dokładniej ich brodawki sutkowe. Kiedy niemowlę ssie pierś matki, to w jej przysadce mózgowej dochodzi do zwiększonej produkcji oksytocyny. Ta z kolei odpowiada za zwiększone poczucie bliskości, bezpieczeństwa i w efekcie przywiązania do niemowlęcia. Podobnie dzieje się, kiedy to partner stymuluje brodawki - poziom oksytocyny wyraźnie się zwiększa, a poczucie przyjemności i bliskości jest tym większe. Błogo, cudnie, wspaniale. (Wspominaliśmy o tym w tym tekście)

W takich warunkach o wiele łatwiej podejmuje się ryzykowne zachowania i zapomina o zagrożeniach. Dlatego właśnie możemy mówić sobie "nie no ja to bym tego i tego i jeszcze bez gumki to nigdy nie...", a potem przychodzi co do czego i bywa nieprzewidywalnie. Wystarczy przypomnieć sobie rodzaje urazów i zniszczeń, do których dochodzi w trakcie seksu - pełna nfografika tutaj i artykuł tutaj.


Wiemy już, że kiedy jesteśmy szczęśliwi i pozytywnie nastawieni, to czujemy się tak, jakby ktoś fajny miział nas po brodawkach. Badania dowodzą, że osoby ogólnie optymistycznie nastawione do rzeczywistości przez zwiększoną ilość oksytocyny częściej podejmują ryzykowne zachowania i to z jednego, bardzo prostego względu: czują się pewnie i bezpiecznie. Zgodnie z tymi samymi badaniami (i szeregiem innych badań), osoby nastawione pesymistycznie do świata, są o wiele ostrożniejsze, o wiele łatwiej identyfikują niebezpieczeństwa, lepiej oceniają ryzyko i rzadziej odnoszą związane z nim klęski, porażki, czy urazy.

Bycie pesymistą popłaca! Dziś wiemy, że to pesymiści odnoszą największe sukcesy. Dla skrajnego przykładu: wielcy geniusze byli świrusami i często kręciła nimi nadzwyczajna szajba, byli porywczy i nieustępliwi, a czynnikiem, który pośrednio decydował o ich sukcesie, był naturalny autokrytycyzm i mocny, zdrowy pesymizm.

Szczęście, a motywacja

Oczywiście wydawać by się mogło, i tutaj pociągniemy temat seksu, że przy dużej ilości "hormonów szczęścia" jesteśmy niesamowicie zmotywowani. Ta motywacja to jednak coś z rodzaju "Ej jak my to zrobimy, przecież jesteśmy w środku lasu?" - "No dawaj tutaj, na kamieniu." - "Uch, och, o tak, na kamieniuuu...". Jesteśmy zmotywowani do zadania sobie możliwie najwyższej dawki przyjemności tu i teraz, jednak nie myślimy ani o następstwach, ani nie mamy w głowie długofalowego planu włączenia kamienia do naszej miłosnej rutyny. To trochę jak z używkami, alkoholem, narkotykami.

Dokładnie ten sam mechanizm kieruje nami, kiedy jesteśmy niesamowicie pozytywnie nastawieni do naszych życiowych sukcesów, a przy nagle zwiększonej dawce pozytywnego nastawienia chcemy robić coś tu i teraz, od razu, nieważne co, byleby działać. Wydaje się nam, że natychmiast spełniamy swoje marzenia. W tym samym czasie osoby o pesymistycznym nastawieniu, i z mniejszą ilością "narkotyku szczęścia" w żyłach, chłodno kalkulują ryzyko oraz bilans zysków i strat.

Narkotyki szczęścia

Nazwałem nasze piękne hormony "narkotykami szczęścia", ponieważ bardzo łatwo uzależniamy się od nich. Pewnie sami znacie, bądź znaliście jakąś parę, w której żadna z osób nie pasowała do drugiej, ciągle się kłócili, zachowywali się jakoś dziwnie i wydawało się, że żadnemu z nich ten związek nie służy, jednak to co ich trzymało przy sobie, to seks. Uzależniający seks i uzależniające poczucie bliskości. Uzależniające krótkie chwile, wywoływane przez wyrzuty hormonów.

Hormony szczęścia są przeważnie endorfinami. Samo słowo "endorfiny" pochodzi od zlepienia słów "endogenne morfiny" (endogenne, czyli wewnętrzne, wytwarzane wewnątrz organizmu, a nie dostarczane z zewnątrz). Wszystkie te hormony, a także m.in morfina, kodeina i heroina (te trzy są już egzogenne, dostarczane z zewnątrz), to substancje działające na nasze receptory opioidowe. Wszystkie te substancje nazywamy opioidami, ponieważ działają na nasz organizm w ten sam sposób. Dają nam chwilowy "haj". Dlatego tak łatwo zatracić się w szczęściu spowodowanym hormonami i tak łatwo zatracić się w narkotykach.

Chodzi nie tylko o seks, ale np. o regularne biegnie na długich dystansach (tekst: Odlot bez narkotyków), które przez duży wyrzut endorfin powoduje u nas "euforię biegacza", stan absolutnego znieczulenia na ból fizyczny i totalnego haju. Właśnie dlatego często widzimy w internecie nagrania z maratonów, na których kontuzjowane, czy skrajnie wycieńczone osoby, nie zważając na nic na świecie, po prostu próbują dobiec do mety. (wiki)

(tak wyglądamy w drodze po wyimaginowane marzenia, to nic złego, ale też nic mądrego)

Sam kiedyś przebiegłem kilka kilometrów do domu ze skręconą kostką, bo tak fajnie mi się biegło. W tamtym momencie to wydawało się spoko pomysłem, ale właśnie dlatego w trakcie codziennego biegania warto mieć ze sobą komórkę, na której poza Ędomądo pojawi się też jakieś UbełTaxi, które zawiezie naszą skręconą dumę do domu. Ja po prostu przestałem biegać i mam z głowy, jestem zdrowszy i wolny od haju spowodowanego endorfinami.

No może z małym wyjątkiem, bo alkohol też daje ten właśnie "haj", którego często nie umiemy sobie odmówić, a o wiele łatwiej skusić się na browarka, niż na jakiś mały maratonik. (źródło)

Podsumowując tę kwestię...

Mechanizm działania jest w każdym przypadku ten sam. Narkotyki (tutaj opioidy) odbierają nam pełną świadomość, trzeźwą ocenę sytuacji, ogląd na rzeczywistość i przede wszystkim odbierają nam ostrożność. Tak samo jest z alkoholem, seksem, z wysiłkiem fizycznym, ogólną satysfakcją, przesadnym optymizmem i nastawieniem, że wszystkiego przecież jesteśmy w stanie dokonać.

Poczucie spełnienia

Nagły przypływ hormonów szczęścia powoduje, że czujemy się spełnieni i jeśli mamy ochotę na więcej, to mamy ochotę na więcej hormonów i więcej chwil "haju", często z poświęceniem naszych finansów, cennego czasu, a także zdrowia (żaden zawodowy biegacz nie powie, że wyczynowe bieganie jest zdrowe dla naszych stawów na starość). Jedyne co nas motywuje, to to, że będziemy znów czuć ten błogostan i o ile w przypadku sportowców prowadzi on do zwiększenia wyników, to w przypadku rynku motywacyjnego prowadzi on jedynie do uzależnienia od coacha, który to poczucie haju nam daje. Więcej endorfin, większe uzależnienie od mów i tekstów "motywacyjnych", więcej oksytocyny, większe przywiązanie do czynnika wywołującego ich wzrost, czyli do dziecka, partnera, ale też "motywacyjnego" coacha.

"Motywacja" od tego miejsca idzie w cudzysłowie, bo wiemy już, że poczucie szczęścia i spełnienia hamuje nasze motywacje i sprzyja temu, byśmy osiedli na laurach. Daje nam wyimaginowane poczucie spełnienia. Wizualizacja sukcesów powoduje, że czujemy się tak, jakbyśmy już je osiągnęli, więc nie zwiększa naszych motywacji w drodze do ich spełnienia, bynajmniej! Jest dokładnie na odwrót - wizualizowanie sobie sukcesów i powtarzanie sobie, że się je odniosło, czy ślepa wiara w to, że się je odniesie, powoduje, że poziom naszej motywacji, by je osiągnąć, się zmniejsza.

Badanie: pozytywnie nastawiony - naiwny

W tym eksperymencie część badanych obejrzała filmy pozytywne, a część smutne i i przygnębiające. Następnie poddano ich serii badań, wśród których znalazły się proste pytania i odpowiedzi. Dotyczyły głównie teorii spiskowych. Tym sposobem dowiedziono, że przy zwiększonej ilości hormonów szczęścia i przy dużej dawce optymizmu o wiele chętniej wierzymy w mity i legendy, które są całkowicie nielogiczne. Grupa, która została wprawiona w nastrój przygnębienia, wcale nie chciała wierzyć w spiski i o wiele chętniej poddawała je w wątpliwość. Ogólnie rzecz ujmując: nastrój pesymistyczny wprowadza nasz mózg na tory logiki, chłodnej kalkulacji, ale przede wszystkim nie pozwala nam na ślepą wiarę w przedstawione fakty, tylko zmusza do przemyśleń, doszukiwania się nieprawidłowości, zagrożeń itd. Powodujący nami optymizm pozwala nam być o wiele bardziej naiwnymi i nawet nie staramy się szukać logiki w przedstawionych faktach, po prostu w nie wierzymy, bo tak jest nam wygodniej i czujemy się z tym bezpieczniej.

Myślenie magiczne i myślenie życzeniowe

Myślenie magiczne to pojęcie z zakresu psychologii, w którym myśl o działaniu jest w przekonaniu jednostki tożsama z działaniem - myślimy, że odniesiemy sukces, czujemy, że już go odnieśliśmy. Myślimy, że jesteśmy na coś chorzy, czujemy wszystkie symptomy tej choroby. (wiki)

Myślenie życzeniowe to też pojęcie z zakresu psychologii to taki sposób rozumowania, w którym nie odnosimy się w żadnym miejscu do logiki i nie jesteśmy w żaden sposób racjonalni, tylko ślepo wierzymy w spełnienie naszych marzeń, życzeń itd. Również przy braku kontaktu z logiką. (wiki)

Takie sposoby myślenia uważamy za błędy poznawcze i właśnie do takich błędów prowadzi nas przesadny optymizm.

Drogą ostatniego dziś podsumowania...

Optymizm wprowadza nas w pozytywne poczucie bezpieczeństwa, hamuje nasze motywacje, prowadzi nas do podejmowania ryzykownych działań i często doprowadza nas do błędów poznawczych - co w ogólnej sumie bardzo często bardzo źle się kończy. Pesymizm działa dokładnie na odwrót i w połączeniu z krytycyzmem chroni nas od niebezpiecznych zachowań i motywuje nas do przeciwdziałania niebezpieczeństwom i zagrożeniom.

Ten cały tekst nie jest powodowany prywatnymi odczuciami, to czysta nauka. Ale...
Napisałem go teraz, bo jak mi się wcześniej hajs na wszystko zgadzał i latałem błogo po świecie to miałem mniejszą motywację, żeby usiąść do dziesiątek stron źródeł i przetworzyć je dla nas w formie "krótkiego", acz treściwego wpisu. Jak mawiają najstarsi beduini "Bo artysta syty nie ma nic do powiedzenia, chce picia i jedzenia, nie chce nic zmieniać. Artysta głodny jest o wiele bardziej płodny..."(źródło). Stare, proste, a jak prawdziwe!

Głównym czynnikiem dla powstania tego tekstu była jednak lektura wpisu Okazuje się, że dobrze jest być zrzędliwym i negatywnie nastawionym.

Bądźmy sceptyczni! :(

Oglądany: 70749x | Komentarzy: 82 | Okejek: 183 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.06

19.06

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało